wtorek, 21 stycznia 2014

Krótki post nr.3

Ten krótki post chciałabym poświęcić książce pt. POCAŁUNKI WAMPIRA.POCZĄTEK Jeszcze NIGDY nie czytałam aż tak złej książki !!! Jest ona w sumie o niczym. Chciałam przeczytać coś fajnego i lekkiego,  pokroju książek Meg Cabot, lecz co dostałam ??? Beznadziejne, nierealne romansidło, które zdaje się, że jest napisane przez 10-latkę. Naprawdę nie polecam tej książki. Początek był jeszcze jako taki (pierwsze 20 str.) ale potem już kompletna klapa. Przeczytałam ją do końca, ze względu na małą objętość, ale i tak nie zachwyciła mnie ani trochę. Jeśli miałabym ją oceniać to dałabym 2/10. Oczywiście jeśli ktoś ma odmienne zdanie może napisać w komentarzach.

Dla zainteresowanych: Aktualnie zabrałam się za ALICJĘ W KRAINIE ZOMBIE :D
POZDRAWIAM
Cukiereczek

niedziela, 19 stycznia 2014

Opowiastka Akademia Wampirów ROZDZIAŁ 1

VA ROZDZIAŁ I
11.01.14
pięć lat później

      Wiedziałam, że do tego dojdzie. Rodzice chcą wysłać mnie do szkoły… dla wampirów. Akademia św. Władimira szkoli wampirów na świetnych strażników, chroni morojów przed strzygami i rozwija ich umiejętności. Tyle, że ja nie posiadam w sobie magii. Mój tata, który jest użytkownikiem rzadkiego daru – mocy ducha – umie wejrzeć w moją aurę. Twierdzi, że mam potencjał na użytkowniczkę magii wody. Niezbyt się z tego cieszę, bo cóż mi po wodzie? Ale on twierdzi, że powinnam się kształcić dalej i zdobyć umiejętności. Z tego powodu wysyła mnie do akademii.
      Mama przekazała mi wszelką swoją wiedzę, a jako że byłą niegdyś alchemiczką ma jej dość sporo. W każdym razie, w tej chwili znam 4 języki: włoski, angielski, francuski, rosyjski i posługuję się nimi biegle. Jestem też na dość zaawansowanym poziomie w innych przedmiotach, zwłaszcza chemii i biologii. W takim razie, po co mi akademia? Rodzice mi cały czas mówią, że muszę posługiwać się magią, ale ja nie chcę. Oni oboje umieją czarować, choć mama jest człowiekiem zna ludzką magię, a tata jako moroj posiada moc od urodzenia. Twierdzą też, że bez magii nie jestem do końca sobą.
       Postanowiłam podejść ich z drugiej strony i zapytałam, co inni ludzie powiedzą na to, że jestem wampirem, chociaż powinnam być dampirem. Dowiedziałam się, że nie jestem ich dzieckiem dość dawno, zaraz po przeprowadzce do ameryki. Moją pierwszą reakcją był potok łez, ale z czasem mi uświadomili, że moim prawdziwym rodzicom groziło niebezpieczeństwo i w związku z tym lepiej, że mieszkam z nimi, bo inaczej byłabym martwa lub mieszkała w sierocińcu. Od tego wydarzenia traktuję ich jak moich normalnych rodziców, ale nieco się złoszczę, że nie wie o mnie rodzina mojego taty i całe społeczeństwo wampirów. Do tej pory moje istnienie było utrzymywane w sekrecie, a że mieszkaliśmy od zawsze daleko dworu królewskiego, pośród ludzi, nie przeszkadzało mi to zbytnio, wiedziałam, że to dla mojego bezpieczeństwa. Moją ostatnią linią obrony był argument w stylu „nie mam obycia w świecie morojów”. Oni jednak stwierdzili, że wcale tak nie jest, a nawet, jeśli, to akademia jest idealnym miejscem do zdobycia doświadczenia tego typu. Tymi słowami ostatecznie mnie przekonali do wyjazdu.
        Właśnie się pakowałam, lecz nie mogłam się skupić na tym, co robię, gdyż moje myśli nadal krążyły wokół nowej szkoły, a właściwie to pierwszej szkoły. Bałam się, że sobie nie poradzę, nie będę mogła się przyzwyczaić do panujących tam reguł. Zastanawia mnie także, czy inni się nie zdziwią, że dochodzę do klasy dopiero w połowie semestru. Jestem ciekawa czy łykną tę bajeczkę, autorstwa mojego taty. Oficjalnie miałam być jego córką z nieślubnego łoża. Tylko nasza trójka miała znać prawdę. W sumie nie było powodów do zmartwień, nikt się raczej nie dowie. Naprawdę wyglądałam na córkę Adriana. Takie same oczy, szczupła sylwetka, blada skóra, wystające kości policzkowe. On zawsze mówi, że jestem taka ładna dzięki niemu, chociaż prawda jest bardziej bolesna. Nawet nie wiem, komu zawdzięczam urodę, ale staram się o tym nie myśleć.
      Już od pięciu minut składam tą samą bluzkę. Stwierdziłam, że to na razie nie ma sensu i postanowiłam zjeść coś. Postawiłam na jabłko, dzienną porcję krwi już otrzymałam, nie było sensu męczyć Marthy, choć wiedziałam, że tak naprawdę sprawia jej to przyjemność. Kiedy weszłam do kuchni stała przy piekarniku i coś wyjmowała. Jak zwykle się nie myliłam, to były ciasteczka korzenne. Nick je uwielbia. Pamiętam jak dwa miesiące temu wychodził na samolot do Montany, żeby rozpocząć ostatni rok nauki w Akademii. W jednej ręce miał torbę z ubraniami, a w drugiej z ciasteczkami. Oczywiście zaraz za nim wybiegł podobnie obładowany Charlie. On w tym roku rozpoczął ostatnią klasę podstawówki. W związku z tym będę go rzadziej widywać, ale to jest lepsze niż pół roku rozłąki. Ja natomiast, mam szesnaście lat, więc moje miejsce jest w przedostatniej klasie szkoły średniej. Będę w miarę często spotykała Nicka. Już się nie mogę doczekać, kiedy ich zobaczę. Muszę im spakować trochę ciastek.
- Martho, czy możesz mi ich trochę odłożyć?
- Ależ oczywiście panienko – powiedziała z uśmiechem gosposia-karmicielka. Lubię, kiedy mówi do mnie „panienko”. Choć na początku mnie to denerwowało, teraz czuję się dziwnie, kiedy Martha zwraca się do mnie po imieniu.
- Panienka wie może, kiedy rodzice wrócą?
- Nie wiem. Powiedzieli tylko, że jeśli nie wrócą na czas, żeby odwieźć mnie na lotnisko, wyślą kogoś z Akademii – odpowiedziałam. Gosposia chwilę trawiła tą informację, po czym zapytała:
- A panienka już się spakowała? Mogą się pojawić w każdej chwili.
- Jeszcze zostało mi trochę ubrań, ale powinnam się z nimi szybko uporać. Przyszłam tylko po jabłko – pokazałam czerwony owoc w mojej dłoni, który przed chwilą zagarnęłam z koszyka.
- Jakbyś czegoś potrzebowała to możesz w każdej chwili zawołać – powiedziała, lecz zaraz dodała – panienko.
         Tak jak myślałam, kiedy w mojej głowie zapanował względny spokój, zapakowanie walizki zajęło mi niecałe 10 minut. Chwilę potem usłyszałam dzwonek do drzwi. Zbiegłam po schodach w nadziei, że ujrzę rodziców, lecz przed domem stał obcy mężczyzna. Nie widziałam go nigdy wcześniej, lecz moje oczy stwierdziły, że wygląda jak dampir. Miał umięśnione ciało i wyćwiczoną posturę strażnika. Wyglądał na gościa po czterdziestce.
- Panna Grace Iwaszkow? – Przemówił głębokim basem.
- Tak, pan z Akademii? – Zapytałam.
- Tak – powiedział dość niepewnie, po czym dodał – mam panią dostarczyć do szkoły.
- Świetnie, więc pójdę po walizki.
- Nie będzie to konieczne, nie chcemy dopłacać za nadbagaż. Mój kolega po fachu będzie niedługo ochraniał moroja lecącego stąd do Montany. Zapewnił mnie, że zatroszczy się o pani bagaż. – Wydało mi się to nieco podejrzane, lecz skoro rodzice zaufali temu człowiekowi  wysłali go po mnie, to ja też mogę mu zaufać.
- W takim razie skoczę tylko po torebkę.
            Weszłam po schodach na górę i złapałam lekką kurtkę, przewidując pogodę w Montanie oraz chwyciłam moją niebieską torebkę. Wolę być ubezpieczona na każdą okazję, więc wzięłam dodatkowo zapasowy telefon, latarkę, gaz pieprzowy i sweter, po tym zeszłam na dół. Strażnik-dampir już siedział w czarnym SUV-ie. Pożegnałam się szybko z Marthą, przekazałam jej także pozdrowienia dla rodziców i ruszyłam w stronę samochodu.
- Mogę wiedzieć jak ma pan na imię ? – Zapytałam.
- Może pani, ale ja nie muszę mówić.
„Coś czuję, że to będzie długa droga” – pomyślałam.
         Kiedy pan naburmuszony w końcu wyjechał z naszego podjazdu, zamiast skręcić w stronę miasta, skierował się do lasu.
- Czemu tędy jedziemy ?  - chciałam wiedzieć.
- To taki skrót, chciałem ominąć korki.
- A czy ten skrót jest na pewno bezpieczny ?
- Nawet jeśli, to umiem bronić się za nas dwoje.
- Mhm – mruknęłam. Widocznie pan naburmuszony jest także panem bezkrytycznym.
 Niedługo potem byliśmy a lotnisku, odbyliśmy odprawę bez żadnych przeszkód, po czym udaliśmy się  do samolotu. Na moje szczęcie okazało się, że nie ma miejsc koło siebie, więc mój tymczasowy strażnik wylądował na siedzeniu, cztery rzędy przede mną. Chwilę przed startem napisałam do mamy: „Już wylatujemy.” Odpowiedź mamy była natychmiastowa: „Jak to wylatujecie ?” Lecz nie dane mi było odpisać, ponieważ zaraz po tym jak mama napisała, zadzwoniła do mnie.
- Gracie, co się dzieje ?
- Nic takiego, po prostu już jestem w samolocie i startujemy za chwilę.
- Ale jak to, z kim tam jesteś ? – Zdziwił mnie jej zaniepokojony ton.
- Z tym strażnikiem, który mnie zabiera do Akademii.
- Córciu, nie wiem jak to możliwe. To my mieliśmy z tobą lecieć do Montany. Nie powiadomiliśmy szkoły, że mają wysłać kogoś po ciebie.
- Czyli on mnie uprowadził?!
- Grace, posłuchaj mnie teraz, masz wyglądać normalnie, jakby nic się nie stało. Masz przy sobie zapasowy telefon ?
- Tak – odpowiedziałam natychmiastowo.
- Włóż go teraz do kieszeni swojej kurtki. Tak żeby nie było go widać. – Wyjęłam małe urządzenie oraz dodatkowo gaz pieprzowy i włożyłam do kurtki. – Czy ten strażnik wie o drugim telefonie ?
- Raczej nie, przy odprawie nie wyjmowałam nic na taśmę, tylko położyłam tam całą torebkę.
- Dobrze, czy możesz mi opisać tego strażnika ?
- Czarne włosy, ciemne oczy … Mogę ci wysłać jego zdjęcie!
- Jasne, wyślij zaraz po tym jak skończymy rozmowę. – W oczach wzbierały mi się łzy. – Córciu, na jakim lotnisku lądujecie ?
- Nie pamiętam nazwy, ale to najbliżej tym mieście najbliżej szkoły.
- Zrobimy tak : Kiedy wylądujecie powiedz mu, że musisz iść do łazienki. Jemu do damskiej nie wolno wejść, ale może ci kazać zostawić mu torebkę. Zrób to, nie wahaj się. Postaraj się wyjść przez okno. Będziesz w dużym mieście, ukryj się w jakiejś kawiarence skontaktuj z nami.
- Mhm, mamo już starujemy – powiedziałam, słysząc ogłoszenie pilota.
- Dobrze córeczko, pamiętaj o wszystkim co ci mówiłam i koniecznie wyślij mi to zdjęcie.
- Kocham cię – powiedziałam przez łzy. 
- Ja też cię kocham skarbie, wszystko będzie  … - Nagle coś nas rozłączyło.

Krótki post nr. 2

Witam !!! Wiem, że ostatnio nie udzielałam się na blogu zbyt często, ale mam dużo nauki. Chcąc to wynagrodzić, wzięłam się w garść i napisałam kolejny rozdział. Powinnam go dodać jeszcze dzisiaj, ale zobaczymy jak to będzie ;) a razie dodaję krótki post o jednym z moich ulubionych seriali, a jest to mianowicie RINGER.
Ringer opowiada o losach Bridget Kelly, która po wielu przejściach zostaje jedynym świadkiem morderstwa. Sfrustrowana sytuacją życiową, udaje się po pomoc do swojej bliźniaczki Siobhan, która wiedzie na pozór idealne życie. Jednak w dniu ich spotkania Siobhan popełnia samobójstwo, a Bridget w związku z grożącymi jej niebezpieczeństwami przyjmuje jej tożsamość. Teraz musi się zmierzyć z nowym, "idealnym" światem jej siostry. Serial od razu przypadł mi do gustu i jestem aktualnie na jego ostatnim odcinku. Trudno nadążyć z pojawiającymi się intrygami i dopiero w punkcie kulminacyjnym okazuje się kto tak naprawdę za wszystkim stoi. Nawet jeśli wcześniej się Wam wydawało, że wiecie, kto utrudnia życie naszej bohaterce, gwarantuję wam, że się mylicie ;) Gorąco polecam ten serial :D
Cukiereczek

niedziela, 12 stycznia 2014

5 DAY CHALLENGE: piosenki

Dzisiaj krótszy temat na 5 day challenge : Piosenki !!!
Na początku moje dwa ulubione smęty (miał być jeden, ale nie mogłam się zdecydować) :
- "Let her go" Passenger
- "Atlas" Coldplay
A teraz dwie inne ulubione:
- "I knew you were trouble" Taylor Swift (jest to również mój dzwonek na telefon :)
-"Stay the Night" Zedd
Pozdrawiam
Cukiereczek

sobota, 11 stycznia 2014

FANFICK AV ROZDZIAL 1 - sam początek


Witam !!! Okazało się, że nie mam dziś zbytnio czasu (z resztą tak jak wczoraj), więc na razie mam tylko kawałeczek rozdziału pierwszego, który postaram się dokończyć w najbliższym czasie. 5 DAY CHALLENGE postaram się dokończyć jak skończę ten rozdział ;)
Pozdrawiam
Cukiereczek

VA ROZDZIAŁ I
11.01.14
sześć lat później

      Wiedziałam, że do tego dojdzie. Rodzice chcą wysłać mnie do szkoły… dla wampirów. Akademia św. Władimira szkoli wampirów na świetnych strażników, chroni morojów przed strzygami i rozwija ich umiejętności. Tyle, że ja nie posiadam w sobie magii. Mój tata, który jest użytkownikiem rzadkiego daru – mocy ducha – umie wejrzeć w moją aurę. Twierdzi, że mam potencjał na użytkowniczkę magii wody. Niezbyt się z tego cieszę , bo cóż mi po wodzie ? Ale on twierdzi, że powinnam się kształcić dalej i zdobyć umiejętności. Z tego powodu wysyła mnie do akademii.          
      Mama przekazała mi wszelką swoją wiedzę, a jako że byłą niegdyś alchemiczką ma jej dość sporo. W każdym razie, w tej chwili znam 4 języki: włoski, angielski, francuski, rosyjski i posługuję się nimi biegle. Jestem też na dość zaawansowanym poziomie w innych przedmiotach, zwłaszcza chemii i biologii. W takim razie, po co mi akademia ? Rodzice mi cały czas mówią, że muszę posługiwać się magią, ale ja nie chcę. Oni oboje umieją czarować, choć mama jest człowiekiem zna ludzką magię, a tata jako moroj posiada moc od urodzenia. Twierdzą też, że bez magii nie jestem do końca sobą. Postanowiłam podejść ich z drugiej strony i zapytałam, co inni powiedzą na to, że jestem wampirem, chociaż powinnam być dampirem.
          Dowiedziałam się, że nie jestem ich dzieckiem dość dawno, zaraz po przeprowadzce do ameryki. Moją pierwszą reakcją był potok łez, ale z czasem uświadomili mi, że moim prawdziwym rodzicom groziło niebezpieczeństwo i w związku z tym lepiej, że mieszkam z nimi, bo inaczej byłabym martwa lub mieszkała w sierocińcu. Od tego wydarzenia traktuję ich jak moich normalnych rodziców, ale nieco się złoszczę, że nie wie o mnie rodzina mojego taty oraz świat morojów. Do tej pory moje istnienie było utrzymywane w sekrecie, a że mieszkaliśmy od zawsze daleko dworu królewskiego, pośród ludzi, nie przeszkadzało mi to zbytnio.

czwartek, 9 stycznia 2014

5 DAY CHALLENGE : książki antyutopijne

Witam z powrotem !!! :D Postanowiłam zrobić 5 day challenge, ponieważ kolejny rozdział jest w trakcie pisania, a dokończę go dopiero w weekend z powodu natłoku zajęć szkolnych i troszeczkę przez to, że wena mi się skończyła. Mam nadzieję, że polepszy się w sobotę, tudzież piątek. A na razie mam dla Was coś innego ...
5 DAY CHALLENGE !!!
Przez kolejne 5 dni będę zamieszczała swoje 3 ulubione :

  • Filmy
  • Piosenki
  • Książki Fantastyczne
  • Książki Młodzieżowe
  • Książki Antyutopijne
Dzisiaj wybrałam sobie Ostatnią pozycję tzn. Książki Antyutopijne.



            1.TRYLOGIA IGRZYSKA ŚMIERCI

Kocham te niebanalne książki za dosłownie wszystko !!! Przyciągają cię niczym magnez i nie możesz przestać czytać !!! Musisz odrobić lekcje, nie możesz, bo myślisz kogo tym razem zabiją, okaleczą, porwą lub co się stanie. Jednak tylko z pozoru nam się wydaje, że ta książka jest tylko o okrucieństwie, lecz tak nie jest. Pojawia tam się także wątek miłosny, wątek o przyjaźni, zaufaniu, pomocy, przetrwaniu i wiele, wiele innych. Książka jest pisana z perspektywy Katniss - mieszkanki 12 i ostatniego dystryktu w państwie dyktatorskim nazwanym Panem. Rządzi tam Kapitol ("stolica" Panem)  i widocznie jego rządy są i były okrutne skoro inne dystrykty postanowiły się zbuntować. Powstanie zostało krwawo stłumione i na pamiątkę tych wydarzeń co roku z każdego dystryktu wysyła się jedną "kobietę" i "mężczyznę" w wieku 12-18, aby stoczyli walkę na śmierć i życie. Pozostały zwycięzca będzie od tego momentu żył pod dostatkiem, aż do śmierci.
*SPOILER 3 CZĘŚĆ*
Bardzo ciężko przeżywałam śmierć Finnicka i Prim, ponieważ zżyłam się z  tymi postaciami i ciężko było mi się z nimi rozstać.
**
A po słodko- gorzkim zakończeniu trylogii całkowicie się rozkleiłam po połowie ze względu na to, że seria się skończyła, a po połowie ze względu na drastyczne wydarzenia pod koniec. Jednakże mam bardzo miłe skojarzenia z tą lekturą i na pewno jeszcze kiedyś do niej zajrzę :D Gorąco polecam miłośnikom książek antyutopijnych, jak i całej reszcie :D

Ach, zapomniałabym wspomnieć ;)
Jak komuś nie chce się czytać książki polecam film. Ostatnia część -"Kosogłos"  będzie podzielona na dwie części, z których pierwsz będzie miała premierę 21 listopada 2014.
Igrzyska śmierci:
W pierścieniu ognia:

        2. TRYLOGIA NIEZGODNA
Jest na drugim miejscu moich ulubionych książek antyutopijnych. Wszyscy uważają, że autorka wykonała kopię Igrzysk i tak dalej, jednak ja uważam, że chociaż zaczerpnęła inspiracji z innych książek to jednak stworzyła coś własnego. Ta książka mi się bardzo podobała, potrafiła wciągnąć i nie wypuścić przez pół nocy i chociaż następnego dnia chodziłam jak zombie, to nie żałowałam tego czasu spędzonego z "Niezgodną". Naszą główną bohaterką jest Beatrice, która żyje w dystopijnym Chicago. Miasto jest podzielone na 5 frakcji, które odpowiadają dominującym cechom charakteru ludzi je zamieszkujących. Erudycja, Nieustraszoność, Prawość, Serdeczność i frakcja naszej głównej bohaterki - Altruizm. Beatrice poznajemy w dniu, kiedy musi wybrać czy zostanie w rodzinnym domu (Altruizmie) czy wybierze inną drogę.
*SPOILER 3 CZĘŚĆ*
Bardzo trudno się z nią rozstałam na końcu książki Allegiant, zżyłam się z nią, jak z każdą główną postacią, ale cóż. Widocznie tak musiało być :( A co do związku Tris i Tobiasa to zauważyłam pewną regularność:
  1. NIEZGODNA: Tris i Tobias zakochują się w sobie 
  2. ZBUNTOWANA: Tris i Tobias się kłócą
  3. Tris i Tobias w końcu są razem... Ale nie Tris musi umrzeć :'( Nie było szans na happy endzik
** 
Podsumowując: nie mogłam tej książki długo wymazać z pamięci, znów polecam ją wszystkim, ale ostrzegam, że wątek miłosny dominuje w tej książce.
  I znowu ekranizacja
Pierwszą część "Niezgodnej" zobaczymy w kinach 21 marca 2014















        3. TRYLOGIA  DELIRIUM 
Miałam trudności z obsadzeniem tej pozycji i w końcu postawiłam na starą, dobrą serię - Delirium.
Pozwólcie, że zacytuję okładkę 1 części :
„Mówili, że bez miłości będę szczęśliwa.
Mówili, że lekarstwo na miłość sprawi, że będę bezpieczna.
I zawsze im wierzyłam.
Do dziś.
Teraz wszystko się zmieniło.
Teraz wolę zachorować i kochać choćby przez ułamek sekundy, niż żyć setki lat w kłamstwie.

Dawniej wierzono, że miłość jest najważniejszą rzeczą pod słońcem.
W imię miłości ludzie byli w stanie zrobić wszystko, nawet zabić.
Potem wynaleziono lekarstwo na miłość.

Czy gdyby miłość była chorobą, chciałbyś się wyleczyć?"
UWAGA : ROMANS, więc nie jest to książka typowo antyutopijna (lecz się w sumie zalicza), ale cóż poradzić- jestem nastolatką i gustuję w powieściach tego typu :D
I co tu dużo mówić, książka super napisana, orginalny temat, bajeczni bohaterzy ... Tylko na koniec trzeciej serii pomyślałam, że autorce skończyły się pomysły, ale to uczucie występowało tylko chwilami ;)
Ale kocham jak ona zrzucała takie bomby na koniec każdej części, przez to nie mogło się przestać myśleć co będzie dalej ... A kiedy wystąpiła owa bomba w trzeciej i ostatniej książce żałowałam, że to już koniec . I co tu więcej mówić : życzę miłej lektury :D



To już posta koniec na dziś ;) Jeśli ktoś z Was czytał powyższe serie lub książki to z chęcią wysłucham opinii na ich temat ;)
Pozdrawiam
Cukiereczek