VA ROZDZIAŁ I
11.01.14
pięć lat później
Wiedziałam, że
do tego dojdzie. Rodzice chcą wysłać mnie do szkoły… dla wampirów. Akademia św.
Władimira szkoli wampirów na świetnych strażników, chroni morojów przed
strzygami i rozwija ich umiejętności. Tyle, że ja nie posiadam w sobie magii.
Mój tata, który jest użytkownikiem rzadkiego daru – mocy ducha – umie wejrzeć w
moją aurę. Twierdzi, że mam potencjał na użytkowniczkę magii wody. Niezbyt się
z tego cieszę, bo cóż mi po wodzie? Ale on twierdzi, że powinnam się kształcić
dalej i zdobyć umiejętności. Z tego powodu wysyła mnie do akademii.
Mama przekazała mi wszelką swoją wiedzę, a
jako że byłą niegdyś alchemiczką ma jej dość sporo. W każdym razie, w tej
chwili znam 4 języki: włoski, angielski, francuski, rosyjski i posługuję się
nimi biegle. Jestem też na dość zaawansowanym poziomie w innych przedmiotach,
zwłaszcza chemii i biologii. W takim razie, po co mi akademia? Rodzice mi cały
czas mówią, że muszę posługiwać się magią, ale ja nie chcę. Oni oboje umieją
czarować, choć mama jest człowiekiem zna ludzką magię, a tata jako moroj
posiada moc od urodzenia. Twierdzą też, że bez magii nie jestem do końca sobą.
Postanowiłam
podejść ich z drugiej strony i zapytałam, co inni ludzie powiedzą na to, że
jestem wampirem, chociaż powinnam być dampirem. Dowiedziałam się, że nie jestem
ich dzieckiem dość dawno, zaraz po przeprowadzce do ameryki. Moją pierwszą
reakcją był potok łez, ale z czasem mi uświadomili, że moim prawdziwym rodzicom
groziło niebezpieczeństwo i w związku z tym lepiej, że mieszkam z nimi, bo
inaczej byłabym martwa lub mieszkała w sierocińcu. Od tego wydarzenia traktuję
ich jak moich normalnych rodziców, ale nieco się złoszczę, że nie wie o mnie
rodzina mojego taty i całe społeczeństwo wampirów. Do tej pory moje istnienie
było utrzymywane w sekrecie, a że mieszkaliśmy od zawsze daleko dworu królewskiego,
pośród ludzi, nie przeszkadzało mi to zbytnio, wiedziałam, że to dla mojego
bezpieczeństwa. Moją ostatnią linią obrony był argument w stylu „nie mam obycia
w świecie morojów”. Oni jednak stwierdzili, że wcale tak nie jest, a nawet,
jeśli, to akademia jest idealnym miejscem do zdobycia doświadczenia tego typu.
Tymi słowami ostatecznie mnie przekonali do wyjazdu.
Właśnie się pakowałam,
lecz nie mogłam się skupić na tym, co robię, gdyż moje myśli nadal krążyły
wokół nowej szkoły, a właściwie to pierwszej szkoły. Bałam się, że sobie nie
poradzę, nie będę mogła się przyzwyczaić do panujących tam reguł. Zastanawia
mnie także, czy inni się nie zdziwią, że dochodzę do klasy dopiero w połowie
semestru. Jestem ciekawa czy łykną tę bajeczkę, autorstwa mojego taty.
Oficjalnie miałam być jego córką z nieślubnego łoża. Tylko nasza trójka miała
znać prawdę. W sumie nie było powodów do zmartwień, nikt się raczej nie dowie.
Naprawdę wyglądałam na córkę Adriana. Takie same oczy, szczupła sylwetka, blada
skóra, wystające kości policzkowe. On zawsze mówi, że jestem taka ładna dzięki
niemu, chociaż prawda jest bardziej bolesna. Nawet nie wiem, komu zawdzięczam
urodę, ale staram się o tym nie myśleć.
Już od pięciu
minut składam tą samą bluzkę. Stwierdziłam, że to na razie nie ma sensu i
postanowiłam zjeść coś. Postawiłam na jabłko, dzienną porcję krwi już otrzymałam,
nie było sensu męczyć Marthy, choć wiedziałam, że tak naprawdę sprawia jej to
przyjemność. Kiedy weszłam do kuchni stała przy piekarniku i coś wyjmowała. Jak
zwykle się nie myliłam, to były ciasteczka korzenne. Nick je uwielbia. Pamiętam
jak dwa miesiące temu wychodził na samolot do Montany, żeby rozpocząć ostatni
rok nauki w Akademii. W jednej ręce miał torbę z ubraniami, a w drugiej z
ciasteczkami. Oczywiście zaraz za nim wybiegł podobnie obładowany Charlie. On w
tym roku rozpoczął ostatnią klasę podstawówki. W związku z tym będę go rzadziej
widywać, ale to jest lepsze niż pół roku rozłąki. Ja natomiast, mam szesnaście
lat, więc moje miejsce jest w przedostatniej klasie szkoły średniej. Będę w
miarę często spotykała Nicka. Już się nie mogę doczekać, kiedy ich zobaczę.
Muszę im spakować trochę ciastek.
- Martho, czy możesz mi ich trochę odłożyć?
- Ależ oczywiście panienko – powiedziała z uśmiechem
gosposia-karmicielka. Lubię, kiedy mówi do mnie „panienko”. Choć na początku
mnie to denerwowało, teraz czuję się dziwnie, kiedy Martha zwraca się do mnie
po imieniu.
- Panienka wie może, kiedy rodzice wrócą?
- Nie wiem. Powiedzieli tylko, że jeśli nie wrócą na czas,
żeby odwieźć mnie na lotnisko, wyślą kogoś z Akademii – odpowiedziałam.
Gosposia chwilę trawiła tą informację, po czym zapytała:
- A panienka już się spakowała? Mogą się pojawić w każdej
chwili.
- Jeszcze zostało mi trochę ubrań, ale powinnam się z nimi szybko uporać. Przyszłam tylko po jabłko – pokazałam czerwony owoc w mojej dłoni, który przed chwilą zagarnęłam z koszyka.
- Jakbyś czegoś potrzebowała to możesz w każdej chwili zawołać – powiedziała, lecz zaraz dodała – panienko.
Tak jak myślałam, kiedy w mojej głowie zapanował względny spokój, zapakowanie walizki zajęło mi niecałe 10 minut. Chwilę potem usłyszałam dzwonek do drzwi. Zbiegłam po schodach w nadziei, że ujrzę rodziców, lecz przed domem stał obcy mężczyzna. Nie widziałam go nigdy wcześniej, lecz moje oczy stwierdziły, że wygląda jak dampir. Miał umięśnione ciało i wyćwiczoną posturę strażnika. Wyglądał na gościa po czterdziestce.
- Panna Grace Iwaszkow? – Przemówił głębokim basem.
- Tak, pan z Akademii? – Zapytałam.
- Jeszcze zostało mi trochę ubrań, ale powinnam się z nimi szybko uporać. Przyszłam tylko po jabłko – pokazałam czerwony owoc w mojej dłoni, który przed chwilą zagarnęłam z koszyka.
- Jakbyś czegoś potrzebowała to możesz w każdej chwili zawołać – powiedziała, lecz zaraz dodała – panienko.
Tak jak myślałam, kiedy w mojej głowie zapanował względny spokój, zapakowanie walizki zajęło mi niecałe 10 minut. Chwilę potem usłyszałam dzwonek do drzwi. Zbiegłam po schodach w nadziei, że ujrzę rodziców, lecz przed domem stał obcy mężczyzna. Nie widziałam go nigdy wcześniej, lecz moje oczy stwierdziły, że wygląda jak dampir. Miał umięśnione ciało i wyćwiczoną posturę strażnika. Wyglądał na gościa po czterdziestce.
- Panna Grace Iwaszkow? – Przemówił głębokim basem.
- Tak, pan z Akademii? – Zapytałam.
- Tak – powiedział dość niepewnie, po czym dodał – mam panią
dostarczyć do szkoły.
- Świetnie, więc pójdę po walizki.
- Nie będzie to konieczne, nie chcemy dopłacać za nadbagaż. Mój kolega po fachu będzie niedługo ochraniał moroja lecącego stąd do Montany. Zapewnił mnie, że zatroszczy się o pani bagaż. – Wydało mi się to nieco podejrzane, lecz skoro rodzice zaufali temu człowiekowi wysłali go po mnie, to ja też mogę mu zaufać.
- Świetnie, więc pójdę po walizki.
- Nie będzie to konieczne, nie chcemy dopłacać za nadbagaż. Mój kolega po fachu będzie niedługo ochraniał moroja lecącego stąd do Montany. Zapewnił mnie, że zatroszczy się o pani bagaż. – Wydało mi się to nieco podejrzane, lecz skoro rodzice zaufali temu człowiekowi wysłali go po mnie, to ja też mogę mu zaufać.
- W takim razie skoczę tylko po torebkę.
Weszłam po
schodach na górę i złapałam lekką kurtkę, przewidując pogodę w Montanie oraz
chwyciłam moją niebieską torebkę. Wolę być ubezpieczona na każdą okazję, więc wzięłam
dodatkowo zapasowy telefon, latarkę, gaz pieprzowy i sweter, po tym zeszłam na
dół. Strażnik-dampir już siedział w czarnym SUV-ie. Pożegnałam się szybko z
Marthą, przekazałam jej także pozdrowienia dla rodziców i ruszyłam w stronę samochodu.
- Mogę wiedzieć jak ma pan na imię ? – Zapytałam.
- Może pani, ale ja nie muszę mówić.
„Coś czuję, że to będzie długa droga” – pomyślałam.
Kiedy pan naburmuszony w końcu wyjechał z naszego podjazdu, zamiast skręcić w stronę miasta, skierował się do lasu.
- Czemu tędy jedziemy ? - chciałam wiedzieć.
Kiedy pan naburmuszony w końcu wyjechał z naszego podjazdu, zamiast skręcić w stronę miasta, skierował się do lasu.
- Czemu tędy jedziemy ? - chciałam wiedzieć.
- To taki skrót, chciałem ominąć korki.
- A czy ten skrót jest na pewno bezpieczny ?
- Nawet jeśli, to umiem bronić się za nas dwoje.
- Mhm – mruknęłam. Widocznie pan naburmuszony jest także
panem bezkrytycznym.
Niedługo potem byliśmy a lotnisku, odbyliśmy odprawę bez żadnych przeszkód, po czym udaliśmy się do samolotu. Na moje szczęcie okazało się, że nie ma miejsc koło siebie, więc mój tymczasowy strażnik wylądował na siedzeniu, cztery rzędy przede mną. Chwilę przed startem napisałam do mamy: „Już wylatujemy.” Odpowiedź mamy była natychmiastowa: „Jak to wylatujecie ?” Lecz nie dane mi było odpisać, ponieważ zaraz po tym jak mama napisała, zadzwoniła do mnie.
- Gracie, co się dzieje ?
- Nic takiego, po prostu już jestem w samolocie i startujemy za chwilę.
- Ale jak to, z kim tam jesteś ? – Zdziwił mnie jej zaniepokojony ton.
Niedługo potem byliśmy a lotnisku, odbyliśmy odprawę bez żadnych przeszkód, po czym udaliśmy się do samolotu. Na moje szczęcie okazało się, że nie ma miejsc koło siebie, więc mój tymczasowy strażnik wylądował na siedzeniu, cztery rzędy przede mną. Chwilę przed startem napisałam do mamy: „Już wylatujemy.” Odpowiedź mamy była natychmiastowa: „Jak to wylatujecie ?” Lecz nie dane mi było odpisać, ponieważ zaraz po tym jak mama napisała, zadzwoniła do mnie.
- Gracie, co się dzieje ?
- Nic takiego, po prostu już jestem w samolocie i startujemy za chwilę.
- Ale jak to, z kim tam jesteś ? – Zdziwił mnie jej zaniepokojony ton.
- Z tym strażnikiem, który mnie zabiera do Akademii.
- Córciu, nie wiem jak to możliwe. To my mieliśmy z tobą lecieć do Montany. Nie powiadomiliśmy szkoły, że mają wysłać kogoś po ciebie.
- Czyli on mnie uprowadził?!
- Grace, posłuchaj mnie teraz, masz wyglądać normalnie, jakby nic się nie stało. Masz przy sobie zapasowy telefon ?
- Córciu, nie wiem jak to możliwe. To my mieliśmy z tobą lecieć do Montany. Nie powiadomiliśmy szkoły, że mają wysłać kogoś po ciebie.
- Czyli on mnie uprowadził?!
- Grace, posłuchaj mnie teraz, masz wyglądać normalnie, jakby nic się nie stało. Masz przy sobie zapasowy telefon ?
- Tak – odpowiedziałam natychmiastowo.
- Włóż go teraz do kieszeni swojej kurtki. Tak żeby nie było go widać. – Wyjęłam małe urządzenie oraz dodatkowo gaz pieprzowy i włożyłam do kurtki. – Czy ten strażnik wie o drugim telefonie ?
- Raczej nie, przy odprawie nie wyjmowałam nic na taśmę, tylko położyłam tam całą torebkę.
- Dobrze, czy możesz mi opisać tego strażnika ?
- Czarne włosy, ciemne oczy … Mogę ci wysłać jego zdjęcie!
- Jasne, wyślij zaraz po tym jak skończymy rozmowę. – W oczach wzbierały mi się łzy. – Córciu, na jakim lotnisku lądujecie ?
- Włóż go teraz do kieszeni swojej kurtki. Tak żeby nie było go widać. – Wyjęłam małe urządzenie oraz dodatkowo gaz pieprzowy i włożyłam do kurtki. – Czy ten strażnik wie o drugim telefonie ?
- Raczej nie, przy odprawie nie wyjmowałam nic na taśmę, tylko położyłam tam całą torebkę.
- Dobrze, czy możesz mi opisać tego strażnika ?
- Czarne włosy, ciemne oczy … Mogę ci wysłać jego zdjęcie!
- Jasne, wyślij zaraz po tym jak skończymy rozmowę. – W oczach wzbierały mi się łzy. – Córciu, na jakim lotnisku lądujecie ?
- Nie pamiętam nazwy, ale to najbliżej tym mieście najbliżej
szkoły.
- Zrobimy tak : Kiedy wylądujecie powiedz mu, że musisz iść do łazienki. Jemu do damskiej nie wolno wejść, ale może ci kazać zostawić mu torebkę. Zrób to, nie wahaj się. Postaraj się wyjść przez okno. Będziesz w dużym mieście, ukryj się w jakiejś kawiarence skontaktuj z nami.
-
Mhm, mamo już starujemy – powiedziałam, słysząc ogłoszenie pilota. - Zrobimy tak : Kiedy wylądujecie powiedz mu, że musisz iść do łazienki. Jemu do damskiej nie wolno wejść, ale może ci kazać zostawić mu torebkę. Zrób to, nie wahaj się. Postaraj się wyjść przez okno. Będziesz w dużym mieście, ukryj się w jakiejś kawiarence skontaktuj z nami.
- Dobrze córeczko, pamiętaj o wszystkim co ci mówiłam i koniecznie wyślij mi to zdjęcie.
- Kocham cię – powiedziałam przez łzy.
- Ja też cię kocham skarbie, wszystko będzie … - Nagle coś nas rozłączyło.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz